# 96
Chyba rozumiem amerykanofili, nawet te skrajne przypadki, które zawsze zabierają głos na forach internetowych, komentując kolejną aferę korupcyjną. Ich posty zwykle wyglądają tak samo: a ja mieszkam w JU-ES-EJ, tutaj jest tak fajnie, a wy sobie gnijcie w tej polszcze, gdzie policja boi się przestępców i gdzie nie ma szans na sprawiedliwe procesy i uczciwych polityków, etc., etc...
Z drugiej strony - stojąc finansowo na przyzwoitym poziomie, nigdzie nie jest źle, jeśli można pozwolić sobie na godne życie. Mimo absurdów życia codziennego, tragedii bezrobocia, śmiesznych płac w stosunku do metek na towarach, jeśli ma się na to wszystko pieniądze, to czemu stąd uciekać? Ja jestem patriotismo regional, Wrocławia nie oddam za Niujork, tu się wychowałam i tej magii nie znajdę na drugiej półkuli.
Z trzeciej strony - mimo całego dobrobytu w JU-ES-EJ, rzek płynących mlekiem i miodem, wizji amerykańskiego snu i wszystkich tych bajek, do końca nie jestem przekonana, czy można normalnie mieszkać w kraju, w którym produkuje się najwięcej filmów porno, w którym media lansują nawet nie anorektyczny, tylko wręcz agonalny wizerunek jako ideał kobiecości, a w którym plaga nadwagi sięga na chwilę obecną 30%, gdzie dzieciak w szkole wyciąga broń i strzela do kolegów jak do kaczek.
To taka refleksja a'propos plagi wyjazdów do Londynu i Stanów w celach zarobkowych wszystkich znajomych oraz znajomych tychże znajomych. Potem trochę mi nieswojo, jak ktoś po trzech miesiącach mycia kibli w irlandzkim szpitalu wraca i kupuje sobie samochód, na który musiałabym tutaj pracować jakieś cztery, pięć razy dłużej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz